Społeczność
blog.ekologia.pl   Blogerzy   piotruśpan   tyk,tyk,tyk
2

tyk,tyk,tyk

Czas w otchłaniach zapomnienia zamyka sny...

Jesteśmy tym co pamiętamy....

Przecieram oczy...tak trudno coś dojrzeć....może serce zobaczy...


...Podobno pamięć „zapachowa” jest najtrwalsza,najpierwotniejsza..

W kuchni, wieczorem pachniało trocinami. Tak jak w tartaku. To dziadek pachniał. Wracał z pracy ze stolarni, ściągał czarne półbuty i skarpety,a zakładał stare,połatane kapcie...Prosty góral spod Żywca,którego los i obietnica przywiodły tu ,do Kowar....Najpierw praca w kopalni uranu,a potem stolarnia....

...Wspólny dach z dziadkami...biedny,ale radosny...

Na wigilię było przy stole 9 osób i groch ze śliwkami...tak,ten groch,to dziadka przysmak był...i babcia musiała zawsze go ugotować. Mogło nie być karpia,ale groch był zawsze. Groch ze śliwkami spod Żywca w Kowarach...Potem młodzi liczyli pestki ze śliwek na talerzu. Jak było parzyście,to będzie szczęście w miłości... Parzyście miał zawsze dziadek...



Tunelem,przez czas...

Wędruję ...

Te krainy zapomniane...zdobywam...wspominam...


Dorastanie w zielonym...

Dziadek miał działkę...Na niej altankę,a obok stała ławka...

Z ławeczki widziałem działkę sąsiada,który nie miał ręki...i zbierał porzeczki. A dziadek siadał ze mną czasem i strugał z badylka fujarkę...Nad działkami snuły się dymy jesiennych ognisk,a On snuł opowieści z dawnych lat. O okupacji,o swojej wiosce,o biedzie...i o prostym góralskim życiu,kiedy to jako młody chłopak pasał krowy i strugał fujarki...


Czasem zapominam,po której stronie bije serce...

Dziecko czasu....

Ty jesteś zawsze aortą,rozciągniętą tęczą,aż po horyzont...

Babcia robiła bułki na parze...Czasem kładłem głowę na stole i patrzyłem jak wałkuje ciasto...Zastanawiałem się,czy nie pomyliła kiedyś swoich ciepłych, serdelkowatych palców z ciastem ?Wyobrażałem sobie jak śmiesznie wyglądała by z wielką,rozwałkowaną ręką...


...Od zawsze widziała słabo,a później przestała widzieć wcale...Wiele razy pytałem jej, jak to jest nie widzieć...a potem przymykałem powieki i powolutku szedłem z kuchni do pokoju....


Zamykam drzwi... Ty jesteś po drugiej stronie

Zamykam oczy...wędrujemy krajem wspomnień

Pierwszy raz widzę tak daleko...


Kiedy mama była w pracy,a popołudnie było wystarczająco pogodne – tata wyprowadzał z piwnicy swój czerwony motorower „Romet”...Rozkładał na ławce, przed blokiem narzędzia i coś tam przy nim majstrował...Myślałem,że taki motorower, musi być bardzo skomplikowaną maszyną,bo co chwilę trzeba przy nim coś poprawiać,coś dokręcać,odkręcać...



W czasie Świąt Bożego Narodzenia babcia leżała na łóżku i słuchała „Wolnej Europy”,a dziadek w drugim pokoju nucił kolędy,albo próbował grać na starej harmonii...Dzieciaki konsumowały kubańskie banany i tabliczki wyrobów czekoladopodobnych...Dziadek miał gdzieś pomarańcze od Fidela...kiedy my siedzieliśmy w pokoju przy telewizji,On po cichu zachodził do kuchni i otwierał lodówkę z polską kiełbasą...


W niedzielę szliśmy czasem z mamą,ojcem i bratem na spacer....Tata zakładał spodnie z szerokimi nogawkami, zaprasowanymi na kant i koszulę z długaśnymi klinami kołnierzyka. W ręku „tranzystor” na „długich” i można było wyruszać...Po drodze była kawiarnia „Cicha”,a w niej gablotka z całym arsenałem galaretek....Rodzice zamawiali sobie kawę z ciastkiem i czerwone wino,a nam wolno było wybrać jedną pozycję z gablotki...Cóż to były za rozterki!Gablotka pełna,a pozycja do wybrania tylko jedna!


Dziadek miał zawieszoną na ścianie głowę...głowę jelenia,którą wystrugał gdzieś w stolarni...

Wisiała na tej ścianie od zawsze...najpierw jej się bałem,a potem polubiłem i bardzo chciałem taką mieć...Postanowiłem,że jak będę dorosły,to wystrugam sobie nie jedną,ale dwie,albo nawet trzy takie głowy...

Z samych głębi trzewi...

Fale niosą marzenia spienione

Powraca chwila miniona...

Piętnastego był dzień wypłaty mamy...Mamy-prządki z ciemnych i wilgotnych , „orłowskich” hal. Tych hal,które w późniejszym życiu, dane mi było poznać dosyć dokładnie. Wsiadaliśmy z bratem do autobusu pracowniczego i jechaliśmy z Kowar do Mysłakowic,na spotkanie z mamą i jej wypłatą...Zakładowa brama o czternastej „wypluwała” całe tłumy innych wypłat,ale nas interesowała ta jedna...Wypłata mamy...Jeszcze tylko kolejny przejazd autobusem pracowniczym do Jeleniej Góry i już zaczynał się świat magii...

Świat orzeszków ziemnych z Czechosłowacji,sprzedawanych na targowisku...Świat gum „Donald”,których słodki zapach tworzył mgliste wizje tego co było na „zachodzie”...Świat pana w białym fartuchu,który nalewał z saturatora do małych szklaneczek, najpierw sok,a potem wodę...Tak, ten pan,to był czarodziej,który sprzedawał dzieciom marzenia... Marzenia słodkie i kolorowe...Bąbelkowe marzenia,od których,aż wirowało w głowie...


...Telewizor „Neptun”,miał trzy podłużne przyciski i kilka pokręteł...Najważniejszy był przycisk czerwony...Kiedy tata w piątkowe popołudnie naciskał czerwony prostokącik ,wiadomo było,że zaraz rozpocznie się „Piątek z Pankracym”...Kiedy zamiast piątku był poniedziałek,pod czerwonym przyciskiem znajdował się „Zwierzyniec” i trochę śmieszny Pan z długimi wąsami. Pan,który opowiadał ciekawe historie...Trzy przyciski w czarno-białym odbiorniku telewizyjnym „Neptun”...często myślałem co kryją dwa pozostałe...do dzisiaj nie wiem....





Na działce dziadek sadził ziemniaki...Ziemniaki z działki,to miał być zapas na zimę...Ale tam gdzie były ziemniaki,tam pojawiała się stonka...Babcia mówiła,że jest całe mnóstwo stonki i ,że zje nam ziemniaki...Ta stonka w potężnych ilościach...Dostawaliśmy więc z bratem i siostrą do ręki słoik,a do głowy obietnicę,że za każdą stonkę jest dziesięć groszy od babci...Troje myśliwych w ziemniaczanym zagonie...Zerkałem na dno słoika i myślałem,że wcale tak dużo tej stonki na naszych ziemniakach nie ma...



...Sobota,to był dzień gazet. Ojciec przynosił do domu „Panoramę” i „Razem”,a my z całą, podwórkową bandą dzieciaków,staliśmy w kolejce pod kioskiem,żeby dostać „Dziennik Ludowy”...”Dziennik Ludowy” miał w sobotę kolorowy dodatek,a w nim był przeważnie plakat Limahla,albo Bońka...Później wymienialiśmy się tymi plakatami,a tata się nie wymieniał...Tata wycinał z ostatniej strony „Panoramy” panie z dużym biustem i wklejał te biusty do zeszytu...Miał ich całkiem dużo...Czasem jak był w pracy udawało mi się zerknąć do zeszytu i... Boniek nie był już tak ważny...


Czas zapomniany...

Cisza....

Tworzę światy...



Dziadek przyniósł mi drewnianą strzelbę ze stolarni...taką jak prawdziwa,z długą lufą,posmarowaną bejcą na czarno...To był dziki zachód ze starych westernów i „Czterej pancerni” w jednym. Prawdziwy majstersztyk,budujący zazdrosne spojrzenia u innych dzieciaków...Strzelałem wieczorami z wielką wytrwałością...a na drugi dzień,wydłubywałem pod ławką w szkole drzazgi z palców...


W domu dzieciństwa było nas 9 osób...Często zbyt ciasno...myślałem...

...Teraz po latach,gdy spoglądam za siebie...tak chciałbym zanurzyć się w ten gwar...

Czas nieubłagany...

Zamyka bramy...

Całym sobą wspominam...


Tata zmarł nagle w 92 roku,babcia w 93,a dziadek 97...Zostało trochę zdjęć...i to co w głowie...


…..........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................






Jest rok 82,może 83.Lipiec. Wakacje...W kuchni stoi „tranzystor”.Na „długich leci” Lato z Radiem. Babcia robi kopytka........

Zanim zrobi obiad, pobiegnę jeszcze na podwórko... będziemy łapać motyle na kwiatkach...



Ten wpis czytano 478 razy.
Świetnie połapane wspomnienia jak te motyle na kwiatach. Łapie się te najpiękniejsze i najładniej pachnące, te , które ciągle mają dreszczyk jakiejś emocji.
To nasz fundament na którym ciągle budujemy nasze teraźniejsze życie...To było biedne ale dobre dzieciństwo. Były też inne - samotne, bo bez oparcia u dorosłych lub ze wzgardą, odrzuceniem,przemocą psychiczną...Też się to pamięta, lecz nie chce się do tego wracać...wtedy trzeba fundament budować ciągle od nowa...
Ewa - Piątek, 29 Kwiecień 2011 23:38
Dziękuję:) czytając przeniosłem się w miniony czas...czas dzieciństwa...serdeczne dzięki za piękny tekst!
Robert - Środa, 27 Kwiecień 2011 23:09